Category Socjologia

LIKWIDACJA DUALIZMU MYŚLI I BYTU CZ. II

Poznanie skierowane ku przedmiotowi to pewien system, mniej lub więcej zwarty. Wtedy właściwie nie mówimy o poznaniu, gdyż mówiąc tak, nazywając je jednym słowem, kierujemy się ku jego jedności, ku subiektowi: wtedy jest ono dla nas czymś subiektywnym. Jeśli zaś kieruje się ku przedmiotowi, to jest obiektem, jest właściwie samym obiektem, jest przyrodą, jest pewnym określonym porządkiem, pewną jednolitością w wielości – jest właściwie samą obiektywną rzeczywistością, rządzoną określonymi prawidłowościami.

czytaj więcej

Lenin jako filozof – ciąg dalszy

Być może jest to o wiele łatwiejsze niż wspomniane poprzednio zadanie historyka filozofii. Gdy ten musi ogarnąć całość dzieła w pełnej jego złożoności, dokonać pełnej jego logicznej i historycznej analizy oraz swoistej re-syntezy, tu wolno postąpić inaczej. Można pozwolić sobie na wybranie z bogatej i różnorodnej całości jednego tylko lub kilku ściśle związanych ze sobą zagadnień i im poświęcić całą uwagę.

czytaj więcej

Ewolucja biologiczna i postęp histori

Skoro zasadnicza sytuacja człowieka jest sytuacją otoczenia i powołania, nie zaś sytuacją opuszczenia, w głębi mojego stosunku do świata pojawia się radość egzystencji. Przeciwstawia się ona totalnej rozpaczy współczesnego człowieka. Ale to pojednanie z życiem i z człowiekiem nie wiedzie nas do łatwego optymizmu. Jeśli nie chcemy się łudzić, czyż możemy zaprzeczyć, że ten świat jest światem rozdartym i ponurym: że w miarę jak rozum go przenika, wydaje się on sprzysięgać przeciw rozumowi: że wymyka się nam ostateczny sens tego świata: że związki pomiędzy ludźmi wydają się zatracać, a droga, która nas wiedzie do nas samych, piętrzy się coraz to nowymi przeszkodami: że człowiek staje się niewolnikiem swoich własnych odruchów wyzwoleńczych, jest obezwładniony przez swoje własne porywy i przesłania sobie to światło, które sam stworzył: że możemy mieć wątpliwości: niepowodzenie czy też postęp stanowią prawo historii? W tym, czym jesteśmy i we wszystkim, co robimy, udręka miesza się z radością, skłonność do zła z dobrą wolą, nicość z bytem. To poczucie dramaty czn ości doli ludzkiej odgradza nas z jednej strony od rozwiązań totalistycznych, kierujących się całkowitym zwątpieniem w człowieka, a prowadzących do pogardy tego człowieka: z drugiej strony odgradza nas też od idealistycznych utopii. Najpłodniejsza spośród sił kształtujących postawę rewolucyjną jest ta, która wielkodusznie stawia na człowieka, ale ma w sobie tyle skłonności do wątpienia, aby nie liczyć na automatyczną dobroć rzeczy i ludzi: równocześnie zaś ma w sobie także dostatecznie żywą świadomość wspólnych ludziom zawodów i trudności, aby nie ugiąć się przed pokusą fanatyzmu. Gdy tylko wymawiamy słowo: osoba, zamiast zamykać się w sobie – zostajemy od razu ogarnięci przez fliozofię przyrody i filozofię społeczeństwa.

czytaj więcej

Dynamiezność jest cechą wszelkich przeżyć

Marburskiemu filozofowi nie brak jednak odwagi w formułowaniu twierdzeń sprzecznych z tzw. „zdrowym rozsądkiem”, jeśli tylko jest głęboko przeświadczony, że ma za sobą konsekwencję myśli. Owe subiektywne mniemania, pożądania, pragnienia, uczucia są jedynie początkowymi stadiami obiektywizacji, jak zobaczymy za chwilę, nie tylko poznawczych obiektywizacji, gdyż wyróżniał on prócz poznania i inne kierunki uprzedmiotowania. Są to zatem treści już w pewnym stopniu sformułowane, określone, ale w sposób jeszcze ogólny, mglisty, daleki od późniejszych precyzji. Mimo to jednak w stosunku do niższych jeszcze stopni procesu obiektywizacyjnego są już obiektywne. Jeśli zaś zjawiska woli, pożądań czy uczuć wydają się nam jakoś bardziej swoje, własne i bardziej zasadniczo subiektywne niż treści poznawcze, to wynika to tylko stąd, że tendencja, dążenie występuje w nich znacznie silniej, niż np. w intelektualnych przedstawieniach, również nie pozbawionych zresztą owej dynamiczności.

czytaj więcej

Durkheim i podział pracy

Druga oś jest podobna do tego, co Durkheim nazwał podziałem pracy, poprzez który to podział części są zróżnicowane i jednocześnie zintegrowane dzięki „solidarności organicznej”. Jest ona analogiczna z rozróżnieniem środków i celów w działaniu jako takim. W znaczeniu właściwym systemom społecznym można to określić najlepiej jako oś instrumentalno-ostateczną (instrumental- -consummatory). Według odniesień zewnętrzno- -wewnętrznych prymat „ostateczności” może dotyczyć przypadku, w którym interesy ostateczne jednostek systemu w ich relacjach wzajemnych stanowią główny punkt odniesienia. Podobnie prymat instrumentalności może dotyczyć aspektów systemu jako całości pozostającej w relacji względnej do sytuacji zewnętrznej lub też dotyczy zinstrumenta- lizowanych zasobów jednostek w ich funkcjonalnych odniesieniach wewnętrznych.

czytaj więcej

CO TO JEST MATERIA? CO TO JEST DOŚWIADCZENIE? CZ. III

Bogdanów, udając, że polemizuje tylko z Belto- wem, a omijając tchórzliwie Engelsa, oburza się na takie definicje, które, widzicie państwo, „okazują się zwykłymi powtórzeniami” (Empiri&mo- nizin, s. III i XVI) owej „formuły” (Engelsa – zapomina dodać nasz „marksista”), która głosi, że według jednego kierunku filozoficznego materia jest pierwotna, duch – wtórny, według drugiego – na odwrót. Wszyscy machiści rosyjscy powtarzają z zachwytem „obalający argument” Bogdanowa! A tymczasem wystarczyłoby tym ludziom zastanowić się choćby przez chwilę, by zrozumieć, że nie można – nie można z istoty rzeczy – dać żadnej innej definicji tych dwóch ostatnich pojęć gnozeo- logii, prócz wskazania, które z nich uznaje się za pierwotne. Co to znaczy – dać „definicję”? Znaczy to przede wszystkim: podciągnąć dane pojęcie pod inne, szersze. Na przykład, gdy definiuję: osioł jest zwierzęciem, podciągam pojęcie „osioł” pod szersze pojęcie. Czy więc wśród pojęć, którymi mogłaby operować teoria poznania, są jakiekolwiek szersze aniżeli pojęcia: byt i myślenie, materia i wrażenie, to, co fizyczne, i to, co psychiczne? Nie ma. Osiągnięta tu zostaje granica szerokości pojęć, są to pojęcia najszersze, poza które z istoty rzeczy (jeżeli nie będziemy brali pod uwagę zawsze możliwych zmian nomenklatury) nie wykroczyła dotychczas gnozeologia. Tylko szarlataństwo lub skrajne ubóstwo umysłowe może żądać takiej „definicji” tych dwóch „szeregów” krańcowo szerokich pojęć, która nie polegałaby na „zwykłym powtórzeniu”, że to z nich bądź owo bierzemy za pierwotne. Weźmy trzy przytoczone powyżej rozważania o materii. Do czego się wszystkie sprowadzają? Do tego, że filozofowie ci postępują od tego, co psychiczne, czyli Ja, ku temu, co fizyczne, czyli otoczeniu, jako od członu centralnego ku przeciwczłonowi – lub od wrażenia ku materii – lub od postrzeżenia zmysłowego ku materii. Czyż mogliby Avenarius, Mach i Pearson z istoty rzeczy dać jakąś inną „definicję” podstawowych pojęć, prócz wskazania kierunku swej linii filozoficznej? Czyż mogli zdefiniować inaczej, zdefiniować w jakiś szczególny sposób, co to jest J a, oo to jest wrażenie, co to jest postrzeżenie zmysłowe? Wystarczy jasno postawić to pytanie, aby pojąć, jakie straszliwe bzdury mówią machiści, gdy żądają od materialistów takiej definicji materii, która nie sprowadzałaby się do powtórzenia, że materia, przyroda, byt, to, co fizyczne, jest tym, co pierwotne, duch zaś, świadomość, wrażenie, to, co psychiczne – tym, co wtórne.

czytaj więcej

Bogdanow i jego przygody filozoficzne – kontynuacja

Rzeczą oczywistą jest, że Bogdanów rozumuje błędnie. Nie dość, że plącze on materialistyczne uznawanie obiektywnego źródła wrażeń (niejasno sformułowane w słowach: przyczyna wrażeń) z danym przez Milla agnostycznym określeniem materii jako stałej możliwości wrażeń. Błąd podstawowy polega tu na tym, że autor zbliżywszy się bezpośrednio do zagadnienia istnienia czy nieistnienia obiektywnego źródła wrażeń porzuca to zagadnienie w połowie drogi i przeskakuje do innego – do zagadnienia istnienia czy nieistnienia materii bez ruchu. Idealista może uważać świat za ruch naszych wrażeń (choćby nawet „społecznie zorganizowanych” i „zharmonizowanych” w najwyższym stopniu): materialista – za ruch obiektywnego źródła, obiektywnego modelu naszych wrażeń. Metafizyczny, tzn. antydialektyczny materialista może przystać na możliwość istnienia materii (choćby tylko przez pewien czas, do chwili „pierwszego impulsu” itp.) bez ruchu. Dialektyczny zaś materialista nie tylko uważa ruch za nieodłączną własność materii, ale odrzuca także uproszczony pogląd na ruch itd.

czytaj więcej

0 PRZYCZYNOWOSCI I KONIECZNOŚCI W PRZYHODZIE

Zagadnienie przyczynowości posiada szczególnie ważne znaczenie dla określenia linii filozoficznej tego lub innego najnowocześniejszego „izmu” i dlatego musimy zająć się nim nieco dokładniej.

czytaj więcej

0 PRZYCZYNOWOSCI I KONIECZNOŚCI W PRZYHODZIE CZ. III

Co się tyczy Engelsa, to – o ile się nie mylę – nie przytrafiło mu się nigdzie przeciwstawić swe materialistyczne stanowisko innym kierunkom specjalnie w zagadnieniu przyczynowości. Nie było mu to potrzebne, skoro w bardziej zasadniczej kwestii obiektywnej rzeczywistości świata zewnętrznego w ogóle odgrodził się on zupełnie wyraźnie od wszystkich agnostyków. Dla każdego jednak, kto z odrobiną uwagi przeczytał jego prace filozoficzne, powinno być oczywiste, że Engels za niedopuszczalny uważał nawet cień wątpliwości co do istnienia obiektywnej prawidłowości, przyczynowości, konieczności w przyrodzie. Ograniczmy się do kilku przykładów. Już w pierwszym paragrafie Anty-Dühringa mówi Engels: „Żeby poznać te szczegóły” (czyli poszczególne aspekty ogólnego obrazu zjawisk świata), „musimy wyrywać je z ich naturalnego (natürlich) czy historycznego związku i badać każdy z nich osobno, według jego własności, jego swoistych przyczyn i skutków itd.” (5-6). Źe ten naturalny związek, związek między zjawiskami przyrody istnieje obiektywnie, jest stąd oczywiste. Engels kładzie szczególny nacisk na dialektyczny pogląd na przyczynę i skutek: „Przyczyna i skutek są przedstawieniami, które jako takie zastosowane być mogą jedynie do poszczególnego wypadku: gdy jednak rozpatrzymy ów poszczególny wypadek w jego ogólnym związku z całością świata, przedstawienia te zbiegają się, roztapiają się w pojęciu powszechnego oddziaływania wzajemnego, w którym przyczyny i skutki ciągle zamieniają się miejscami: to, co teraz czy tutaj jest skutkiem, staje się tam lub wtedy przyczyną – i odwrotnie” (8). A zatem ludzkie pojęcia przyczyny i skutku zawsze upraszczają nieco obiektywną więź między zjawiskami przyrody, odzwierciedlają ją tylko w przybliżeniu, sztucznie izolując te lub inne strony jednego i jednolitego procesu światowego. Skoro stwierdzamy, że prawa myślenia odpowiadają prawom przyrody – powiada Engels – to staje się to zupełnie zrozumiałe, jeśli uprzytomnimy sobie, że myślenie i świadomość są „wytworami mózgu ludzkiego i że człowiek sam jest wytworem przyrody”. Jest rzeczą zrozumiałą, że „wytwory mózgu ludzkiego, które w ostatniej instancji są przecież także wytworami przyrody, nie znajdują się w sprzeczności z pozostałym kompleksem przyrody (Natur Zusammenhang), lecz są z nim zgodne” (22). To, że istnieje naturalna, obiektywna więź między zjawiskami świata, nie ulega najmniejszej wątpliwości, O „prawach przyrody”, o „konieczności w przyrodzie” (Naturnotwendigkeiten) mówi Engels stale, nie upatrując żadnej konieczności w wyjaśnianiu powszechnie znanych twierdzeń materializmu.

czytaj więcej

Autonomia politycznej świadomośći katolików

Uznając autonomię politycznej świadomości katolików i broniąc praw świeckich do swobodne go – w granicach niesprzecznośei z dążeniami do celów religii – wyboru politycznego, Maritain jest jednym z rzeczników katolicyzmu „otwartego”.

czytaj więcej